Przez blisko tydzień miasto Hel na końcu Półwyspu Helskiego wyglądało jak nadmorski kurort w czasach II wojny światowej. Przechadzali się po nim żołnierze amerykańscy, polscy i niemieccy, a na ulicach widać było motocykle, samochody terenowe, transportery, armaty i czołgi z czasów wojny. Prawie wszystkie z nich zostały wyprodukowane w czasie II wojny światowej.  

– powiedział nam Rafał Bier, organizator „D-Day Hel”.

Największe zainteresowanie wśród turystów budziły parady wojskowe oraz inscenizacje wydarzeń historycznych. W niezwykle efektownych pokazach brały udział czołgi, a widzowie mogli podziwiać spektakularne efekty pirotechniczne. Chyba najbardziej efektownie wyglądała inscenizacja bitwy pod Falaise, w której wzięła udział 1 Dywizja Pancerna dowodzona przez gen. Stanisława Maczka oraz „Lądowanie na plaży” inspirowane desantem aliantów w Normandii.

Na ulicach Helu najbardziej w oczy rzucały się amerykańskie jeepy. Było ich tu ponad 40, ponieważ w ostatnich latach „D-Day Hel” stał miejscem największego nieformalnego zlotu właścicieli tych maszyn. Potencjalnych kolekcjonerów musimy jednak ostrzec, że jest to kosztowne hobby. Za jeepa w dobrym stanie trzeba zapłacić ok. 150 tys. zł!

Gwiazdą imprezy był jednak amerykański czołg M4 Sherman, który jeszcze w latach 70. ubiegłego roku służył w wojskach RPA. Potem trafił w ręce prywatnego kolekcjonera, a stamtąd do Polski. Obecnie znajduje się w zbiorach Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej w Chrcynnie pod Warszawą. Czołg napędzany jest silnikiem lotniczym Continental o mocy 400 KM i jak nam powiedział Stanisław Kęszycki z muzeum, w terenie potrafi spalić nawet 500 litrów benzyny na 100 km! Co gorsza musi to być droższa etylina E98 ponieważ od niedawna benzyna E95 zawiera więcej dodatków ekologicznych, a to prowadzi do awarii silnika i gaźnika. Prezentowany egzemplarz miał na burcie napis „Latając krowa”. To historyczny znak, który na swoim czołgu namalowali jedni z żołnierzy generała Maczka.

W pokazach brał też udział inny eksponat z Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej w Chrcynnie. Był to amerykański czołg lekki M3 Stuart. Być może za kilka lat w Helu pojawi się też niemiecki Tygrys z czasów II wojny światowej, gdyż pasjonaci z muzeum planują odbudowę jednego z nich. Póki co w przyszłym roku wybierają się oni do czeskiego Pilzna z okazji 80. rocznicy wyzwolenie tego miasta przez wojska amerykańskie dowodzone przez gen. George’a Pattona.

Innym niezwykle rzadko spotykanym zabytkiem był niemiecki pływający samochód terenowy volkswagen Schwimmwagen, znany m.in. z filmu „Pan Samochodzik i templariusze”.  Podczas wojny powstało tylko 15 tys. tych aut, dla porównania amerykańskie fabryki opuściło w tym czasie ok. 650 tys. jeepów.     

– powiedział nam jego właściciel Jacek Krajewski.   

Pokazy i inscenizacje to jednak nie wszystko. Podczas „D-Day Hel” odbyło się wiele wydarzeń dodatkowych. Były pogadanki historyczne, koncerty i  konkurs mody oraz fryzur z lat 40.

Do Helu ekipa portalu nowaturystyka.pl dotarła dzięki uprzejmości firmy „Ceramizer”. W paradach nie braliśmy udziału, ale dzięki niej mogliśmy skorzystać z ich samochodu terenowego i zaraz po wizycie na zlocie motocykli w Łebie sprawdzić go na helskich bezdrożach. „Ceramizer” to znana polska firma, producent innowacyjnych preparatów służących do regeneracji silników, skrzyń biegów, mostów i innych mechanizmów, w których występuje tarcie metalu o metal. Preparaty te są stosowane m.in. w samochodach i motocyklach.

Tekst i zdjęcia: Mirosław Mikulski