Ostatni dzień podróży studyjnej po regionie województwie świętokrzyskim rozpoczęliśmy w Muzeum Motoryzacji ARS OLD CAR we wsi Wolica koło Chęcin.
W roli strażaków-ochotników
– To niezwykłe miejsce, które łączy pasję, historię oraz nowoczesne technologie, oferując niezapomniane wrażenia dla wszystkich odwiedzających. To atrakcja idealna dla dzieci, rodzin, seniorów i grup zorganizowanych, a także dla tych, którzy szukają relaksu w malowniczym otoczeniu Gór Świętokrzyskich – tak na swoich stronach reklamuje muzeum motoryzacji w Wolicy świętokrzyskie Regionalne Centrum Informacji Turystycznej. I to prawda. Zaraz po przybyciu na miejsce, jeszcze przed zagrodą witają nas właściciele muzeum, po czym szef podjeżdża zabytkowym czerwonym strażackim Żukiem z napisem OSP Grzmiąca.

Właściciel poleca nam założyć żółte kamizelki i strażackie hełmy. Ustawiamy się w szeregu i odliczamy, zupełnie jak bylibyśmy strażackim zastępem. Następnie na rozkaz „w prawo zwrot, do samochodu marsz” zajmujemy miejsca w wozie. Właściciel muzeum siada za kierownicą i ruszamy po wertepach do punktu widokowego. Widać z niego panoramę okolicy włącznie z ruinami zamku w Chęcinach w oddali. Potem wracamy do muzeum, aby je zwiedzić.
Zwiedzanie w technologii VR i pitna benzyna
Ściany muzeum wypełniają niezliczone zdjęcia, głównie zabytkowych samochodów, z podpisami mniej lub bardziej sławnych ludzi, którzy odwiedzili to miejsce. Wiszą też stare tablice samochodowe, różnego rodzaju nalepki, a w gablotach znajdują się różne gadżety m.in. jedyna w Polsce kolekcja modeli pojazdów… szydełkowanych. Są też tradycyjne miniatury samochodów różnych marek i modeli, plakaty imprez samochodowych itp. Gospodarz wyświetla na ekranie fragment francuskiej komedii z Louisem de Fuinèsem i jego perypetii podczas jazdy samochodem prowadzonym przez zakonnicę. Następnie zakładamy specjalne okulary, aby w technologii VR zwiedzić ruiny pobliskiej willi Hempla.
Gospodarz opowiada o swoim hobby – kolekcjonowaniu samochodów osobowych marki Citroën. Zwłaszcza jego ukochanego, bo trafił do niej jako pierwszy, wspaniale utrzymanego modelu 2CV. Odpowiada także na różnorodne pytania. W programie jest też kawa „z opony” z pierniczkami „Pani Krysi” i inne atrakcje. Na podwórzu stoi jeszcze jeden „po strażacki” Żuk, a w dużym namiocie kolekcja sześć innych samochodów tej marki. Nie trzeba chyba dodawać, że panuje kameralna atmosfera, sypią się żarty i nie brak okazji do śmiechu, zwłaszcza w muzealnym sklepiku pełnym różnorodnych pamiątek, gadżetów oraz artykułów spożywczych. Z robiącymi wrażenie półlitrowymi butelkami jedynej w Polsce „pitnej benzyny”. W rzeczywistości piwa bezalkoholowego, tak butelkowanego przez browar dla tego muzeum.
Park Etnograficzny w Tokarni
Głównym punktem dnia jest jednak zwiedzanie Parku Etnograficznego w Tokarni. Niestety, fatalna pogoda, przerywana mżawka oraz dosyć silny, zimny wiatr utrudniają nam zarówno zwiedzanie, jak i zwłaszcza fotografowanie. Ten skansen wsi kieleckiej należy do najważniejszych i najciekawszych w Polsce, mieści się chyba na pewno w pierwszej ich dziesiątce. Jest realizacją założeń naukowych etnografa i znawcy tradycyjnej kultury ludowej profesora Romana Reinfussa. Jego zamierzeniem było odtworzenie typowego układu osadniczego wiosek z różnych subregionów Kielecczyzny: Gór Świętokrzyskich, Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, Wyżyny Sandomierskiej i Niecki Nidziańskiej.
Założony został w roku 1976, a udostępniony do zwiedzania w roku następnym. Na 65 hektarach powierzchni znajduje się tu 38 zespołów obiektów rozmieszczonych dosyć luźno w pięciu sektorach tematycznych: małomiasteczkowym, wyżynnym, dworsko – folwarcznym, budownictwa świętokrzyskiego i terenów lessowych. To co oglądamy stanowi odwzorowanie pejzażu kieleckich wsi w wiekach XVIII i XIX. Uwzględniającego również obiekty handlowe, np. aptekę z jej wnętrzem oraz mieszkaniem aptekarza, drobnego handelku jak „Fajgla Rubin. Artykuły spożywcze. Ubrania gotowe”.
Chaty, zagrody, kościół, szlachecki dworek…
Lokalny przemysł, np. wiatraki, młyn, kuźnia, warsztaty tkackie, plecionkarskie, gonciarskie. Oczywiście jest kościół i dzwonnica, szkoła z mieszkaniem nauczyciela, dom lekarza z jego gabinetem, czy dosyć zamożny dworek szlachecki. Wszystkie budynki zaopatrzone są w tabliczki informacyjne w językach polskimi angielskim o tym, co przedstawiają, skąd pochodzą oraz innymi ważnymi danymi. Najstarszymi w poszczególnych sektorach są: W małomiasteczkowym chałupa z Szydłowca z 1705 r. W wyżynnym zagroda ze Ślężan z przełomu XVIII i XIX w.
W dworsko-folwarcznym spichlerze z Rogowa (1684) i Złotej Pińczowskiej (1719). W świętokrzyskim zagrody z końca XVIII w z Sukowa i Bielin oraz chałupa z Bronkowic. W nadwiślańskim stodoła z Ciuslic z 1850 r. A w lessowym chałupa ze Świątnik z 1758 r. Bardzo ciekawe są wnętrza z ich zabytkowym wyposażeniem. Poza zagrodami i chałupami chłopskimi, domem organisty czy plebanii z Goźlic z 1768 r., zwłaszcza dworu z Suchedniowa z II połowy XIX w. Należał on do średniozamożnej szlachty. Umeblowany jest sprzętami w stylu Ludwika Filipa, biedermeier i okresu Napoleona III. Jest w nim także fortepian, kilim ze skrzyżowanymi szablami, pokój z zabawkami dla dzieci i sporo bibelotów.
Barokowy zabytek sakralny
Świetnie utrzymany, z bogatym wnętrzem, jest kościół szpitalny p.w. Matki Bożej Pocieszenia z Rogowa z 1763 r. Drewniany – czytam na tabliczce informacyjnej – z belek modrzewiowych, barokowy, ufundowany został przez biskupa Michała Wodzickiego, właściciela dóbr rogowskich. Zachowało się w nim sporo z pierwotnego wyposażenia, m.in. ambona, barokowy ołtarz główny i ołtarze boczne oraz polichromie. Wewnątrz uwagę zwracają też skrzynia kościelna, malowany konfesjonał oraz belka stropowa. Na terenie poszczególnych zagród pasą się konie i gęsi.
Całość wygląda tak, jak gdyby ich mieszkańcy wyszli tylko na chwilę. Cały teren dostosowany jest, oczywiście, także do potrzeb osób niepełnosprawnych. Ale ten park etnograficzny dostępny jest nie tylko dla zwiedzających, lecz można w nim, w dostosowanych do tego pomieszczeniach, organizować wesela w stylu ludowym, imprezy integracyjne i warsztaty dla dzieci. W okresie letnim organizowane są imprezy nawiązujące do tematyki polskiej wsi.
Śledź z borowikami, chłopska parzybroda i buraki z konfiturą
Ostatnim, pożegnalnym akordem tego studyjnego wyjazdu prasowego był obiad i degustacja regionalnych przysmaków w restauracji Willaneska w Tokarni, mieszczącej się w zabytkowym budynku kilkadziesiąt kroków od wejścia do skansenu. Najpierw w regionalnym bufecie zaproponowano nam: śledzia po kielecku z borowikami, deskę serów z lokalnej manufaktury, Spyrok – tradycyjną pieczeń z boczku, ptysie wytrawne z pastą z pieczonych warzyw i chleb na zakwasie z wiejskim smalcem. A po nich chłopską parzybrodę (kapuśniak) z kminkiem i ziemniakami, ew. także w wersji vege, lub rosół z makaronem.
Jako danie główne konfitowane udo z gęsi chmielnickiej, domowe kluseczki kładzione z natką i buraki zasmażane… z konfiturą z czereśni. Dla dietetyków zaś sandacza z sosem chrzanowym, domowe kluseczki kładzione z natką oraz również buraki zasmażane z konfiturą z czereśni. Na deser czekoladowy fondant z sosem krówkowym i śliwką szydłowska. Po obiedzie nadszedł czas na powrót do Kielc i zakończenie programu. Był on, co już podkreśliłem na wstępie tej relacji, ciekawy, dobrze zorganizowany i prowadzony. Mam nadzieję, że opis tego „gdzie byliśmy, co widzieliśmy i przeżyliśmy” zachęci czytelników do wybrania się przynajmniej w niektóre z tych miejsc. Bo naprawdę warto!
Źródło i zdjęcia: Cezary Rudziński




















