Jak co roku, pod koniec sierpnia, do miasta Hel z całego kraju przybyły grupy rekonstruktorów aby wziąć udział w „D-Day Hel”. To niezwykłe widowisko historyczne nawiązujące do największej operacji desantowej aliantów w Normandii, która rozpoczęła się 6 czerwca 1944 roku. Na ulicach Helu, wśród rekonstruktorów nie mogło zabraknąć przedstawicieli portalu nowaturystyka.pl!
Przez blisko tydzień miasto Hel na końcu Półwyspu Helskiego wyglądało jak nadmorski kurort w czasach II wojny światowej. Przechadzali się po nim żołnierze amerykańscy, polscy i niemieccy, a na ulicach widać było motocykle, samochody terenowe, transportery, armaty i czołgi z czasów wojny. Prawie wszystkie z nich zostały wyprodukowane w czasie II wojny światowej.
Do Helu przybyło ponad 500 rekonstruktorów, a w pokazach brało udział ponad sto sztuk różnego rodzaju sprzętu. Były to głównie motocykle, jeepy ale też czołgi, transportery opancerzone i armaty. Mieliśmy parady, cztery inscenizacje i dużo wydarzeń towarzyszących. Impreza była naprawdę udana
– powiedział nam Rafał Bier, organizator „D-Day Hel”.
Parady i inscenizacje
Największe zainteresowanie wśród turystów budziły parady wojskowe oraz inscenizacje wydarzeń historycznych. W niezwykle efektownych pokazach brały udział czołgi, a widzowie mogli podziwiać spektakularne efekty pirotechniczne. Chyba najbardziej efektownie wyglądała inscenizacja bitwy pod Falaise, w której wzięła udział 1 Dywizja Pancerna dowodzona przez gen. Stanisława Maczka oraz „Lądowanie na plaży” inspirowane desantem aliantów w Normandii.
Na ulicach Helu najbardziej w oczy rzucały się amerykańskie jeepy. Było ich tu ponad 40, ponieważ w ostatnich latach „D-Day Hel” stał miejscem największego nieformalnego zlotu właścicieli tych maszyn. Potencjalnych kolekcjonerów musimy jednak ostrzec, że jest to kosztowne hobby. Za jeepa w dobrym stanie trzeba zapłacić ok. 150 tys. zł!
Gwiazdą imprezy był jednak amerykański czołg M4 Sherman, który jeszcze w latach 70. ubiegłego roku służył w wojskach RPA. Potem trafił w ręce prywatnego kolekcjonera, a stamtąd do Polski. Obecnie znajduje się w zbiorach Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej w Chrcynnie pod Warszawą. Czołg napędzany jest silnikiem lotniczym Continental o mocy 400 KM i jak nam powiedział Stanisław Kęszycki z muzeum, w terenie potrafi spalić nawet 500 litrów benzyny na 100 km! Co gorsza musi to być droższa etylina E98 ponieważ od niedawna benzyna E95 zawiera więcej dodatków ekologicznych, a to prowadzi do awarii silnika i gaźnika. Prezentowany egzemplarz miał na burcie napis „Latając krowa”. To historyczny znak, który na swoim czołgu namalowali jedni z żołnierzy generała Maczka.
W pokazach brał też udział inny eksponat z Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej w Chrcynnie. Był to amerykański czołg lekki M3 Stuart. Być może za kilka lat w Helu pojawi się też niemiecki Tygrys z czasów II wojny światowej, gdyż pasjonaci z muzeum planują odbudowę jednego z nich. Póki co w przyszłym roku wybierają się oni do czeskiego Pilzna z okazji 80. rocznicy wyzwolenie tego miasta przez wojska amerykańskie dowodzone przez gen. George’a Pattona.
Innym niezwykle rzadko spotykanym zabytkiem był niemiecki pływający samochód terenowy volkswagen Schwimmwagen, znany m.in. z filmu „Pan Samochodzik i templariusze”. Podczas wojny powstało tylko 15 tys. tych aut, dla porównania amerykańskie fabryki opuściło w tym czasie ok. 650 tys. jeepów.
Schwimmwagen został znaleziony w Jeleniej Górze. Od 1948 miał go tylko jeden właściciel, który nim nie jeździł tylko powiesił na ścianie w garażu. Pozyskaliśmy go w 2016 roku, a potem odrestaurowaliśmy. Uporaliśmy się z tym szybko, bo był w dobrym stanie. Wszystkie części są w nim oryginalne
– powiedział nam jego właściciel Jacek Krajewski.
Pokazy i inscenizacje to jednak nie wszystko. Podczas „D-Day Hel” odbyło się wiele wydarzeń dodatkowych. Były pogadanki historyczne, koncerty i konkurs mody oraz fryzur z lat 40.
Do Helu ekipa portalu nowaturystyka.pl dotarła dzięki uprzejmości firmy „Ceramizer”. W paradach nie braliśmy udziału, ale dzięki niej mogliśmy skorzystać z ich samochodu terenowego i zaraz po wizycie na zlocie motocykli w Łebie sprawdzić go na helskich bezdrożach. „Ceramizer” to znana polska firma, producent innowacyjnych preparatów służących do regeneracji silników, skrzyń biegów, mostów i innych mechanizmów, w których występuje tarcie metalu o metal. Preparaty te są stosowane m.in. w samochodach i motocyklach.
Tekst i zdjęcia: Mirosław Mikulski






























