W ostatnich latach Polacy na nowo odkrywają Słowację. Dlaczego? Bliskość geograficzna to tylko pretekst. Prawdziwy powód naszej fascynacji kryje się znacznie głębiej – w gorących źródłach termalnych z widokiem na surowe granie Małej Fatry.
Statystyki nie pozostawiają złudzeń: staliśmy się drugą siłą turystyczną w tym kraju, ustępując miejsca jedynie sąsiadom z Pragi. Co nas tak kusi? Być może to, że Słowacja przestała być tylko przystępną cenowo opcją, a stała się pełnoprawną, a często i bardziej autentyczną alternatywą dla alpejskich kurortów.
Dlaczego Polacy podróżują na Słowację?
Skala zjawiska jest imponująca – tylko w 2024 roku granicę ze Słowacją przekroczyło ponad 320 tysięcy Polaków. To wzrost o blisko 15% w porównaniu do roku poprzedniego i aż o 35% więcej niż przed pandemią. Sporo? Być może. Jednakże te liczby to coś więcej niż tylko słupki w zestawieniach; to dowód na ewolucję naszych potrzeb.
Głównymi powodami, dla których Polacy podróżują na Słowację, jest jej bliskość i wygoda. Przejazd z centrum Polski do granicy trwa zaledwie kilka godzin, co sprzyja wyjazdom typu city break lub przedłużonym weekendom. Ponadto ważna jest dla nas relacja jakości do ceny, brak bariery językowej czy kulturowej oraz atrakcje związane z aktywnościami sportowymi na świeżym powietrzu. Szukamy również miejsc, które dają obietnicę natychmiastowego resetu. Całorocznie dostępne wody termalne i uzdrowiska na Słowacji doskonale wpisują się w ten trend. I to właśnie one działają na Polaków jak magnes.
Kultura uzdrowiskowa na Słowacji
Słowacja to kraj „płynący” wodą termalną. Tradycja korzystania z jej mocy sięga tu średniowiecza, a pierwsze pisemne wzmianki o słowackich cieplicach pochodzą już z XIII i XIV wieku. To wtedy królowie tacy jak Zygmunt Luksemburski odkryli, że miejscowe źródła potrafią uśmierzyć ból i przywrócić do sił nawet po największych trudach wojennych wypraw. W XIX wieku słowackie kurorty stały się salonami Europy, przyciągając arystokrację i artystów z całego kontynentu — widać to nawet w obecnej architekturze wielu miast-uzdrowisk. Dziś, lokalna kultura kuracyjna to prawdziwa europejska ekstraklasa. I chociaż jej fundamenty opierają się na jednym z najstarszych systemów balneoterapii w regionie, nie ma tu mowy o powtarzalności. Każdy kurort gra przecież w innej lidze. Wystarczy spojrzeć na dwa kluczowe punkty na mapie regionu: Rajecké oraz Turčianske Teplice. Te pierwsze stawiają na bezkompromisową, ekskluzywną oprawę i architektoniczny rozmach, podczas gdy drugie skupiają się na unikalnych procedurach medycznych.
Aphrodite Rajecké Teplice
W malowniczym otoczeniu Małej Fatry i Gór Strażowskich leży jeden z najpiękniejszych kurortów uzdrowiskowych na Słowacji — Aphrodite Rajecké Teplice. Już pierwsze zetknięcie z nim może wywołać lekkie zdziwienie, które szybko ustępuje jednak podziwowi dla architektonicznej konsekwencji. Cały kompleks jest bowiem ukłonem w stronę starożytnej Grecji — i zrealizowano go z niespotykanym rozmachem. Marmurowe kolumny z bazą, trzonem i kapitelem, rzeźbione tympanony oraz prostokątne świątynie z portykami, tworzą tu scenerię, która na tle gór wygląda niemal onirycznie. I na pierwszy rzut oka naprawdę trudno ocenić, czy znajdujemy się jeszcze na Słowacji, czy już w Grecji. Za to duży punkt dla właścicieli. Hotel Rajecké Teplice, APHRODITE SpaTo, co najważniejsze, ukryte jest jednak w basenach.
Uzdrowisko Aphrodite Rajecké Teplice wykorzystuje leczniczą wodę termalną o temperaturze 38°C, nasyconą jonami wapnia i magnezu, która na organizm działa niemal natychmiastowo. Pomaga się rozluźnić, pozytywnie wpływa na nasz układ ruchowy i sprzyja leczeniu schorzeń neurologicznych. Niezależnie od pory roku, można tu również skorzystać z usług z zakresu medical wellnes: masaży, zabiegów z wykorzystaniem wody termalnej, elektroterapii, kuracji pitnych, saun, a także luksusowego centrum urody, oferującego zabiegi na ciało i twarz.
Turčianske Teplice
Turčianske Teplice to uzdrowisko o zupełnie innej specyfice. Luksus schodzi tu na dalszy plan, ustępując miejsca specjalistycznej wiedzy medycznej. Przykładowo, tutejszej silnie zmineralizowanej wody (ponad 1500 mg/l), bogatej w siarczany, wapń oraz magnez, używa się w leczeniu schorzeń nerek oraz układu moczowego. Ta medyczna skuteczność nie jest jednak odkryciem współczesności. To efekt tradycji, która nimbem wyjątkowości otacza tutejsze źródła od stuleci. Pierwszy ślad ich istnienia odnajdziemy już w akcie darowizny króla Władysława IV z 1281 roku, który określa ten teren łacińskim mianemHotel Royal Palace.
Inna legenda głosi, że sam Zygmunt Luksemburski zażywał tu kąpieli w złotej koronie na głowie, wierząc, że połączenie drogocennego kruszcu z wodą termalną zapewni mu wieczną witalność. Aktualnie, ten królewski rytuał jest kontynuowany pod postacią Turczańskiej Złotej Kuracji, która wykorzystuje czyste, 24-karatowe złoto do kąpieli, okładów oraz masaży. W Turčianskych Teplicach można w pełnym wymiarze cieszyć się także zabiegami wellness. Połączenie specjalistycznej diagnostyki z zabiegami takimi jak hydroterapia czy elektroterapia będzie nie tylko przyjemnym odpoczynkiem, ale i świetną inwestycją w zdrowie, która zaprocentuje jeszcze na długo po powrocie do Polski. Zwłaszcza jeśli potraktujemy ją jako zasłużony finał górskich zmagań.
O słowackich SPA kilka słów podsumowania
W ostatnich latach Słowacja przestała być dla Polaków jedynie wygodnym przystankiem w drodze na południe — stała się za to synonimem luksusu dostępnego na wyciągnięcie ręki. Fakt, że rano można mierzyć się tu z własnymi słabościami na via ferracie Martinské hole, a wieczorem relaksować się w gorących źródłach Rajeckich i Turczańskich Teplic, czyni ten kierunek bardzo konkurencyjnym.
I chyba właśnie doszliśmy do sedna. To ten rzadko spotykany balans pomiędzy adrenaliną a głęboką regeneracją – swoiste work-hard, rest-hard – sprawił, że Polacy przestali traktować Słowację jako alternatywę, a zaczęli wybierać ją świadomie, szukając jakości, która nie musi krzyczeć, by zostać zauważona. I dobrze.
Tekst: Klara Krysiak
Zdjęcia: materiały prasowe























