Zanim jednak dotrzemy do monastyrów Katholiko i Gouverneto po drodze mijamy Monastyr Agia Triada Tzagarolon, czyli klasztor św. Trójcy. Założyli go na początku XVII wieku dwaj weneccy mnisi, Laurentios i Jeremias Giagorolich z rodziny Tzagarolos, którzy przeszli na prawosławie. Stąd nazwa — Agia Triada Tzagaroli.

Miejsce to ma ciekawą historię. Kreta od połowy XVII aż do końca XIX wieku była bowiem pod okupacją osmańską, dlatego klasztory na Krecie były częstym obiektem ataków. Tak też się stało z Monastyrem Agia Triada, który w roku 1821 został całkowicie spalony, a jego skarby i wyposażenie zostały zrabowane lub zniszczone.  Budynek jednak szybko odbudowano i już w 1839 r. postawiono nowy, który zwraca na siebie uwagę charakterystyczną dzwonnicą. Dziś to ważne miejsce kultu religijnego na Krecie, które zachwyca przepięknym czworokątnym dziedzińcem pełnym krużganków. Pośrodku stoi zaś kościół, a z boku znajduje się muzeum sztuki sakralnej. W klasztornym sklepiku można też kupić pamiątki m.in. oliwę, miód i mydła oliwne.

Po obejrzeniu pierwszego z klasztorów czas ruszyć w dalszą podróż. Kilka kilometrów dalej, tuż obok wejścia do wąwozu Katholiko znajdziemy przypominający fortecę klasztor Gouverneto, niegdyś jeden z największych i najstarszych na Krecie. Został wzniesiony w połowie XVI wieku, a założyli go mnisi z położonego niżej klasztoru Katholiko, którzy przenieśli się tu w obawie przed atakami piratów. Z tego powodu monastyr nieco przypomną fortecę i ma obronne baszty. Klasztor był kilkukrotnie niszczony, a potem odbudowywany i dziś mieszka w nim tylko kilku mnichów.  Obecne wnętrze kościoła pochodzi głównie z XIX wieku. Warto zwrócić uwagę na jedną ze znajdujących się tam ikon, przedstawiającą św. Jana Pustelnika, uważanego za ojca założyciela klasztorów Gouverneto oraz Katholiko.

W ogrodzeniu nieopodal klasztoru Gouverneto jest niewielka furta i lepiej jej nie przeoczyć, bo za nią znajdują się prawdziwe skarby. Tam właśnie zaczyna się szlak, który prowadzi w dół wąwozu Katholiko do opuszczonego monasteru, a kończy nad brzegiem morza. Biura podróży nie organizują do tego miejsca żadnych wycieczek, więc docierają tam tylko turyści naprawdę tym zainteresowani, bądź tacy, którzy znaleźli się tam trochę przez przypadek. Właśnie tacy jak my!  

Idziemy przed siebie w stronę morza, ono jest naszym celem i nie wiemy, co nas czeka. Pierwszym punktem na drodze jest Jaskinia Niedźwiedzia. 

Docieramy do niej po ok. 20 minutach. Ponoć w przeszłości zamieszkiwali w niej zakonnicy, którzy zbierali tam wodę ściekającą ze stalaktytów. Zauważyli jednak, że pod ich nieobecność poziom wody w zbiorniku zmniejsza się. Winowajcą okazał się niedźwiedź, który ją wypijał. Według legendy, po gorliwych modlitwach zakonników, którzy bali się zwierzęcia, Matka Boża zamieniła go w kamień, który do dziś tam stoi. Obecnie we wnętrzu możemy podziwiać skromny kościół Matki Bożej z Jaskini Niedźwiedziej.

Po kolejnych kilkudziesięciu minutach spaceru docieramy do tajemniczych ruin.  To właśnie dawny klasztor Katholiko, założony w XI w. ponoć przez samego św. Jana Pustelnika, który przez pewien czas mieszkał tam razem ze swoimi braćmi.

Jest tu zupełnie pusto i nie ma żadnych turystów. Niespodziewany widok starych, opuszczonych zabudowań na dnie wąwozu naprawdę nas zaskakuje. Można się tu poczuć, nieomal jak Indiana Jones, który nagle odkrywa ślady zaginionej cywilizacji.

Wszystkim od razu rzuca się w oczy wąska, kamienna brama wykuta w skale prowadząca niegdyś do  klasztoru. Nieco niżej zachwyca most łączący brzegi wąwozu, w którego filarach znajdowały się magazyny oraz cysterna na wodę deszczową. Obie budowle pochodzą XVI i XVII wieku. Nie wolno też pominąć słynnej Groty św. Jana Pustelnika, jednego z najbardziej mistycznych miejsc na Krecie. To długi na ok. 150 metrów wąski i ciemny korytarz, wyrzeźbiony przez przepływającą niegdyś rzekę. Aby go zobaczyć trzeba mieć ze sobą latarkę. W środku znajduje się skała nazywana łożem św. Jana. Według legendy to właśnie tu zmarł św. Jan Pustelnik postrzelony przypadkowo przez myśliwego. Niektórzy wierzą, że skała ma właściwości uzdrawiające.

Klasztor został opuszczony w XVII wieku, prawdopodobnie z powodu częstych napadów pirackich. Przy ruinach monastyru kończy się wyraźna ścieżka przez wąwóz, ale można jednak iść dalej w dół, do malowniczej zatoczki otoczonej kamiennymi głazami. Kiedyś znajdowała się tam zakonna przystań, z której pozostały tylko ruiny. Spacer tam zajmuje ok. 20 – 30 minut.

Trzeba przyznać, że podróż poza utartymi szlakami, bez konkretnego planu pozwala czasami na odkrywanie miejsc naprawdę niezwykłych. Bez wątpienia jest nim wąwóz Katholiko oraz ruiny znajdującego się tam klasztoru. Kto lubi przygodę, powinien tam zajrzeć.

Tekst i zdjęcia: Mirosław Mikulski