Fot. Bank Pekao

W okresie 12 miesięcy do maja 2026 r. zagraniczni turyści wykorzystali w Polsce blisko 21 mln noclegów. Było to o około 11% więcej niż w poprzednim szczycie, zanotowanym przed pandemią na początku 2019 r. Poprzedni rekord został osiągnięty w 2025 r., ale w kolejnych miesiącach ruch nadal rósł. Polska nie tylko obudowała się po załamaniu z lat 2020–2021, lecz osiągnęła nowy, historycznie najwyższy poziom.

Szybka dynamika nie oznacza, że Polska wykorzystała już większość swojego potencjału. Na 1000 mieszkańców przypada u nas około 556 noclegów zagranicznych, wobec 995 w Niemczech i ponad 5 tys. we Włoszech czy 6,6 tys. w Hiszpanii.

Osiągnięcie przez Polskę obecnego poziomu Niemiec oznaczałoby wzrost liczby noclegów zagranicznych o blisko 80%. Jakie są na to szanse? Dzisiaj duża część europejskiego ruchu pozostaje skoncentrowana właśnie w krajach południowej i zachodniej części kontynentu, podczas gdy Europa Środkowo-Wschodnia nadal przyciąga nieproporcjonalnie małą część zagranicznych gości. Na początku 2026 r. nieoczywiste kierunki zaczynają jednak mocno zyskiwać.

Polska odgrywa największą rolę w strukturze zagranicznych podróży mieszkańców pobliskich państw. Na nasz kraj przypada około 4-5% wszystkich zagranicznych noclegów Czechów, Litwinów i Łotyszy oraz 3-4% noclegów Słowaków i Szwedów.

Wraz ze wzrostem odległości udział Polski wyraźnie maleje. Odległość nie wyjaśnia jednak wszystkiego, bo znaczenie mają również bezpośrednie połączenia lotnicze, drogowe, kolejowe czy nawet promowe, a także więzi rodzinne i gospodarcze oraz jakość oferty turystycznej. Potencjał wzrostu mogą mieć zwłaszcza pobliskie kraje, na których Polska osiąga dziś wyniki niższe, niż wynikałoby to z samej odległości, np. Węgry, Austria czy Dania.

Zagraniczna turystyka w Polsce pozostaje silnie skoncentrowana geograficznie. Kraków i Warszawa odpowiadają łącznie za około 35% noclegów udzielanych zagranicznym gościom, a Kołobrzeg i Świnoujście za kolejne 10%.

Dane pokazują dwa podstawowe modele turystyki przyjazdowej. Pierwszy ma charakter metropolitalny i opiera się przede wszystkim na Krakowie, Warszawie, Gdańsku oraz innych dużych miastach. Drugi jest przygraniczno-wypoczynkowy i szczególnie wyraźnie zaznacza się na wybrzeżu Pomorza Zachodniego, gdzie dominującą rolę odgrywają turyści z Niemiec.

Preferencje turystów zagranicznych istotnie różnią się w zależności od kraju pochodzenia. Ponad połowa noclegów gości z Niemiec przypada na województwo zachodniopomorskie. Turyści z Wielkiej Brytanii koncentrują się przede wszystkim w Małopolsce, natomiast w przypadku mieszkańców USA największe znaczenie mają województwa mazowieckie i małopolskie.

Niełatwo zatem znaleźć uniwersalny model promocji Polski za granicą, jeśli magnesami są odmienne elementy krajowej oferty: wybrzeże, największe miasta, góry na południu czy miejsca związane z historią, kulturą albo więzami rodzinnymi.

Jednym z czynników wspierających rozwój turystyki przyjazdowej jest szybka poprawa dostępności lotniczej. W latach 2014-2025 indeks dostępności lotniczej Polski wzrósł o 82%. Był to jeden z najlepszych wyników w Europie, osiągnięty w okresie, w którym część dojrzałych rynków notowała stagnację lub spadek a kraje sąsiednie osiągały wzrosty o dużo mniejszej wartości.

Perspektywy turystyki przyjazdowej są korzystne. Wzrost dochodów mieszkańców Europy Środkowej, rozwój połączeń transportowych i rosnąca popularność krótkich podróży miejskich powinny wspierać popyt w kolejnych latach.

Najważniejszym wyzwaniem będzie jednak nie tylko dalsze zwiększanie liczby przyjazdów i noclegów, lecz także zainteresowanie lokalizacjami poza tymi kilkoma najpopularniejszymi. Regiony potrzebują rozpoznawalnych produktów i oferty dopasowanej do potrzeb konkretnych grup zagranicznych gości. Polska ma warunki, by nadal zwiększać swoją pozycję na europejskiej mapie turystycznej, ale wykorzystanie tej szansy będzie zależeć od tego, czy rosnące zainteresowanie uda się zamienić w pobyty częstsze, dłuższe i bardziej urozmaicone regionalnie.

Źródło i grafiki: Bank Pekao